Link 27.01.2007 :: 04:27 Komentuj (5)
Dzieki za wszystkie pozdrowienia. Ja pozdrawiam osniezona Polske. Wierze, ze wszyscy w duchu na taki snieg czekali (szczegolnie po tych wichurach). Ja na razie jestem cwana, bo siedze w LA, ale wkrotce niezle sie bedziecie ze mnie smiali. 31 stycznia lece do Moskwy, laduje 1 lutego i rozpoczynam kolejny etap "podrozy". Sprawdzalam na internecie -18 C - nie wiem, czy dobrze znose taka roznice temperatur. Naszczescie szef w Moskiwe zaopatrzy mnie w cieple ciuchy (ktorych teraz juz w Kaliforni w sklepie sie nie zajdzie). Znalazl tez dla mnie trzy mieszkania i do mnie bedzie nalezala decyzja gdzie zamieszkam przez kolejne miesiace (planowo do polowy kwietnia).

Wrony na palmie - tylko w Ameryce

Pozostaly czas wykorzystuje tworczo i towarzysko. Sceny wszystkie, ktore moglam, zmontowalam konsultujac na skypie, a z tych towarzyskich, to bylam na partyjce (kilku) domina u Billa i na BBQ (pol. grill) u drugiego Billa. Obie imprezy bardzo udane, z rokowaniami na powtorzenie, ale chyba juz bezemnie... buuuu

Wzgorze Hollywood - gdzies tam jest ten dziadowski napis


Ciezko sie rozstac z kolejna fajna ekipa. Obiecuje, ze oszczedze Wam widoku palm i nastepne foty z mroznej Moskwy... trzymjacie kciuki

Siedziba mojego ulubionego google jest w Santa Monica



Link 13.01.2007 :: 07:04 Komentuj (3)
No i stalo sie. Kto by pomyslal, ze tak wczesnie. Mam 26 lat i zostalam montazysta filmu fabularnego... Jeszcze 3 m-c temu, mialam tylko robic montaz wstepny, a teraz lece do Moskwy montowac caly film. Rezyser byl bardzo zadowolony z moich rough cutow i zdecydowal, ze jestem gotowa, zeby zmoncic mu caly film... Oby sie nie przeliczyl. Boje sie jak s*#$%^. !. 
    1 lutego mam wyladowac na lotnisku w Moskwie, zakwaterowac sie w apartamencie i tyrac do utraty tchu, ale przeciez o to chodzi...  Potem wroce z rezyserem do LA i bede dalej tyrac, ale przeciez o to tez chodzi... Generalnie wszystko fajnie, ale znow musze opuscic (kolejnych) przyjaznych mi ludzi, miejsce z ktorym juz sie zzylam i wyruszyc w nieznane. Nie wiem, czy nie za wiele tych zmian w przeciagu ostatnich 3 m-c.  Ale wiem, ze do LA musze wrocic napewno. Chyba zrobie impreze pozegnalna (oczywiscie nic nie przebije imprezy wroclawskiej, ale bedzie fajnie - moze zrobie pierogi).
     Widze kolejny pozytyw tego wyjadu - bede mogla wpasc do Wrocka na 3 dni. Na pewno uda mi sie wyrwac i zobaczyc z najblizszymi - Wroclawiu miej sie na bacznosci!!! Przedemna 3 tygodnie w LA, musze nacieszyc sie pogoda, bo w Moskwie pada snieg.
    Dzieki za wszystkie wpisy (Roberto - nie wierze, ze nic ciekawego nie przychodzi Ci do glowy, pozdrow Mariusza - dlaczego nie ma Was na skypie?)


Link 06.01.2007 :: 22:45 Komentuj (5)
Wszedzie dobrze, ale w LA najlepiej... Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Mam nadzieje, ze bedzie on jeszcze lepszy od poprzedniego (a moze byc...?). Dziekuje za wszystkie zyczenia swiateczno-noworoczne. Nawet nie wiecie, jak takie male rzeczy moga cieszyc na "obczyznie".

Nowy rok rozpoczal sie pracowicie. Zaczelam montowac film mojego szefa. Wprawdzie on wciaz "walczy" na froncie moskiewskim z pozostalymi scenami, co jednak nie przeszkadza, zeby robic rough cut i wrzucac do pokazania na internecie. Rzecz, ktora mnie bardzo zastanawia to ilosc dubli i ustawien kamery, ktore maja w zwyczaju robic rosyjscy rezyserzy - niezliczona ilosc. Przegladanie materialu to rzecz pracochlonna, o selekcji nie wspomne. Rosyjscy aktorzy - boscy. Z przyjemnoscia sie ich oglada i slucha (i nawet ich dobrze rozumiem...). Mysle, ze mieli wiele prob przed zdjeciami, bo ich gra jest bardzo spojna. Nie ma falszywych gestow, wszystko fajnie zaplanowane. To dopiero poczatek, zobaczymy jak bedzie dalej.
Pojawil sie tez "rezyser - maruda" ze trailerem o modelkach, ktory podobno skonczylam juz montowac. Powiedzialam mu zeby sie ****** (no dobra powiedzialam to bardziej dyplomatycznie). Ostatecznie zrobilam tylko po raz 10. korekcje kolorow i poprosilam, zeby znalazl sobie innego montazyste, bo ten ma juz serdecznie dosc i jest troche zajety (ze facetowi nie szkoda jest kasy... program dawno sprzedany, a ten jeszcz chce robic poprawki). Bedzie jednak musial sobie poszukac innej firmy, bo my od stycznia jestesmy zawaleni robota i nikt nie bedzie sie nim zajmowal.

widok na balkon z mojej montazowni - edit bay 1





Pogoda w LA troche sie zmienia. Podobno wkrotce zacznie sie pora deszczowa. Jesli to cos, co spada z nieba nazywaja deszczem, to chyba nigdy nie byli w Polsce jesienia. Deszcz w LA przypomina deliktana mrzawke z delitanymi podmuchami wiatru, a wszystko to w milych dla ciala temperaturach.

Mimo, ze miasto jest co noc sprzatane, poranny wiaterek narobil troche balaganu





Link 22.12.2006 :: 09:30 Komentuj (0)
Dzisiejszy dzien byl dla mnie ostatnim dniem pracy przed swietami... Wiekopomne dzielo - zwiastun programu o modelkach ukonczone. Produkt prawie sprzedany (chociaz nie pamietam do kogo - MTV, HBO, NBC...). Mam nadzieje wiecej z "rezyserem" maruda nie miec nic doczynienia. Facet przez 6 tygodni (po 8-9 godzin) siedzial u mnie na montazu... wszyscy sie smiali, ze to moj nowy wspollokator... bardzo smieszne, zebym jeszcze miala z nim jakas nic porozumienia... ale jak moglam miec, skoro "rezyser" estetycznie zatrzymal sie na latach 80-tych, i to wczesnych...
Stoczylam z nim niezliczone ilosci potyczek, z ktorych (oczywiscie) wychodzilam zwyciesko. Ten projekt mnie jednak duzo nauczyl. W Ameryce klient zawsze ma racje... a nawet jak nie ma racji, to i tak ma racje... dlatego grzecznie przytakujemy i dalej robimy swoje...


Nowy asystent - Stella - pies Billa Yukicha:



Koncert the Cult to nastepna historia. Tutaj management stwierdzil, ze obraz z 5 kamer umieszczonych w publice i na balkonach im sie nie podoba i chca miec koncert tylko z pozostalych 5...fuk...dla montazysty to oczywiscie nie jest problem, ale widowisko bedzie wygladalo mizernie (rownie mizernie jak grajacy na nim 50 letni muzycy-punk-rockowcy - przepraszam wszystkich fanow the cult). Poczekamy, zobaczymy.  Na razie utwory, ktore zmoncilam rozpoczynaja koncert i ostaly sie w  stanie jakim je skleilam... ;)

Wlasnie sie pakuje i zbieram do podrozy na wschodnie wybrzeze. Odliczam godziny. Mama nadzieje poczuc wreszcie klimat Swiat, bo w Kalifornii za cholere nie mozna...

Zachod slonca nad Venice Beach - widok z dachu rOOm:



Pozdrowienia jeszcze raz dla nowonarodzonych Janka i Poli. Zdjecia sa cudne...


Link 15.12.2006 :: 20:58 Komentuj (2)
Dzisiaj, chcialam na poczatku przwitac nowych czlonkow naszego spoleczenstwa - Janka Kaufholda i Pole Janosik, ktorzy przyszli na swiat w ciagu ostatnich kilku dni. Mamom i tatom chce zlozyc najserdeczniejsze zyczenia, a dzieciom zyczyc przedewszystkim zdrowia i pociechy z rodzicow... Czekam z niecierpliwoscia na zdjecia

Ja powoli czuje, ze z turysty staje sie pracownikiem. Pierwsza nocka za mna... Tak. Nieoczekiwanie nadarzyla sie okazja zmonotowania kilku utworow nowego koncertowego DVD zespolu the Cult i z niej skorzystalam... Byl to akurat dzien urodzin Billa Yukicha.


Impreza urodzinowa cz.1
Impreza urodzinowa cz.2

Wszyscy swietowalismy, kilka drinkow wypitych, az tu nagle propozycja zostania na noc i popracowania nad koncertem. Jakbym mogla taka okazje przepuscic, szybko doszlam do siebie i zabralam sie do pracy. Zmoncilam 4,5 kawalka (grane na 10 kamer). Bill w tym czasie odpoczywal i o 4.00 rano mnie zmienil...

Ciezkie zycie montazysty:



Ja, rowniez, jak przystalo na montazyste, poleglam na sofie. Obudzil mnie serwis sprzatajacy o 8.10, pojechalam do domu - szybki prysznic, maseczki nawilzajace, kilka kremow na twarz, make-up i z powrotem do pracy.... Nareszcie czuje, ze zyje... tak to moge pracowac codziennie... Sam koncert taki sobie, muzycy z widocznymi oznakami rock'nrolloego zycia na twarzy, wiele zapalu nie mieli, wiec trzeba bylo sie nagimanstykowac, zeby dodac troche zycia do ich wystepu... Zobaczymy, jak to wyjdzie w calosci.


Oto zdjecia mojego domu wczoraj:


oraz widok z progu:


LA - Santa Monica - Main Street/Pico Blvd - Piatek 7.30 rano:



Link 07.12.2006 :: 01:58 Komentuj (3)
Dzisiaj krotko. Wczoraj minelo 4 tyogodnie od mojego pojawienia sie w usa // la . Musze przyznac, ze decyzja o wyjezdzie byla druga najlepsza decyzja w moim zyciu, zaraz po postanowieniu zastania montazysta zamiast socjologiem czy architektem.


Link 01.12.2006 :: 09:45 Komentuj (1)
Na poczatku pozdrowenia dla wszystkich – szczegolnie ciezarowek, które maja grudniowy termin (Bogusia i Maryna)

Minelo kilka tygodni od kiedy przyjechalam, wiec zdarzylam sie zaznajomic z firma. Gdyby ktos jeszcze nie wiedzial czym sie zajmuje rOOm to moze zajrzec na ta strone www.rOOm.tv . Ja szczegolnie polecam strony:

www.rOOm.tv/bill_yukich
www.rOOm.tv/jeff_selis

Obaj niezli wymiatacze, chociaz ja sie bardziej sklaniam ku Jeffowi. Widzialam rough cut teledysku Mary J.Blige & Ludacris zanim jeszcze swoje dwa centy (albo nawet 4) wrzucili rezyser i wytwornia, i widac, ze facet wie jak opowiadac dobrze historie (no i te sklejki, mniam). Osobiscie wszystkim polecam obejrzec ten teledysk:

Mary J. Blige & Ludacris

Oczywiscie w momencie, kiedy teledysk jest juz zmoncony, zaczynaja sie przepychanki (wiadomo, jak zawsze). Im wieksze ego artysty, tym dluzsze pertraktacje. Bylam naocznym swiadkiem , jak z teledysku Jay-Z "Lost Ones" z kazdym dniem znikal jakis kawalek historii, a pojawialo sie wiecej glow spiewajacego J-Z. Ostatecznie jest tam wlasciwie tylko jego glowa i nowy maybach exelero za $500 tys.

Nie wiem, jak sie sprawa ma z reklamami, ale z teledyskami wspolprace wyznaczaja rezyserzy. Kazdy ma swojego ulubionego montazyste i montuje teledysk, tam gdzie on pracuje (Jeff ma 3 rezyserow, ktorzy go bardzo lubia i dlatego od 10 lat nie mial jeszcze wakacji). Nazwa firmy w zasadzie nie ma znaczenia – zlecenia „ida” za montazysta . Dlatego o montazystow sie dba... ;) i robi sie wszystko, zeby im bylo dobrze... ;)  Kazdy ma asystenta, który rano przychodzi, wlacza sprzet, digitalizuje, exportuje, importuje, rozwiazuje techniczne problemy, zamawia lunch i chodzi po papierosy do pobliskiego sklepu, a wszystko po to by montazysta mial czas sobie pograc w gierki... Jest bardzo rodzinne, chociaz jak to w rodzinie, jest hierarchia waznosci. Ta hierarchia z jakiegos powodu mnie nie dotyczy... ;)  Jestem zawieszona gdzies pomiedzy montazystami a asystentami. Wszyscy wiedza, ze mam szczegolny uklad z szefem...

Od chyba dwoch tygodni pracuje nad zwiastunem programu dla MTV lub HBO. Poniewaz system produkcyjny tez jest troche inny, jesli ktos ma pomysl na jakas forme telewizyjna musi sie troche pogimnastykowac. I wlasnie ja z takim „gimnastykiem” mam teraz do czynienia. Facet zrobil jakis czas temu pierwszy zwiastun sagi o swiecie mody, ale byl (moim zdaniem, deliktanie mowiac) troche kiczowaty, wiec prawdopodobnie wszyscy ewentualni inwestorzy, kazali mu dokrecic jeszcze troche materialu. Wiec ten „gimnastyk” tym razem przywiozl 30 godzin zdjec do 3-4 min. zwiastuna. Mialam to (nie)szczecie dostac ten projekt do montazu. Na poczatku mialam tylko wgrywac i selekcjonowac materialy, ale skonczylo sie na tym, ze zaczelam to sklejac, no i powstalo wiekopomne dzielo. Nieskromnie mowiac jest duzo lepsze od pierwowzoru... Od trzech dni przyjmujemy na montazu roznych dziwnych, dzianych panow, który nie moga sie nadziwic, ze można bylo zrobic lepiej... ;)  Wraz z usciskami dloni i wyrazami podziwu przyjdzie tez stosowny czek – nie tylko dla gimnastyka, ale i dla mnie... ;)

Przyjechal tez wlasnie z Moskwy twardy dysk z kilkoma scenami filmu fabularnego mojego szefa, wiec po zwiastunie przesiade sie na cos ciekaszego...

Tyle po krotce w temacie co tam robie. A to najlepszy przyklad, ze Swieta w tym roku wyjatkowo wczesnie sie zaczynaja – Bill i jego swiateczne ozdobiony montaz (prosze zrocic uwage na gustownego reniferka...).



Link 29.11.2006 :: 17:30 Komentuj (0)
I po swiecie Dziekczynienie. Wprawdzie bylo to czas temu, ale jest to dzien godny odnotowania. Ale na poczatku sprostowania:

1. Na moich zdjeciach ludzi brak, bo psuja mi kompozycje...a tak na serio, po prostu krepuje sie robic im zdjecia. Co innego aktorzy, a co innego zwykli ludzie, przeciez to nie ich wina, z akurat przechodza przez ulice...  no, a wogole to psuja mi kadry i tyle.

2. Fryzura wiele mi sie wiele nie zmienila, troche koncowki przyciete i fajnie wycienowane z tylu, wiec nie ma sie czym chwalic.

3. Zapraszam do dyskusji kulinarnej w watku ponizej, jesli ktos ma cos do dodania w kwesti pierogow, gzika lub pyrow... bo ja mam

Cztery osoby utknely w pracy w Swieto Dziekczynienia. Jeff z teledyskiem Jaya-Z,  czyli wraz z nim asystent Sean, Carlos, ktory pracowal nad reklamowka dla Japonczykow (ktorzy, jak wiadomo nie maja swieta), no i ja....... bo tak. Z tego powodu zrobilam obiad - pierogi ruskie (zamiast tradycyjnego tego dnia indyka). Zakup zrobilam wczesniej w jedynym sklepie z polska zywnoscia w LA  - i byl to najwiekszy blad mojego dotychczasowego wyjazdu. Pierogi okazaly sie z nadzieniem "sweet cheese" - pfuuuuu, co za pasudztwo, ktos pomylil pierogi z sernikiem, profanacja porownywalna do pizzy z ananasem. Zeby uratowac sytuacje przypieklam je w piekarniku i podalam ze "smietana" (czudzyslow jak najbardziej swiadomy). Zdjecia tego cuda brak...gdyz zniknely w mgnienia oku... Chlopaki wciagneli "pierogi" zachwalajac wyrafinowanie polskiej kuchni. Wszystko popilismy jednym z polskich napojow i ruszylismy do wytezonej pracy... (co mozna zobaczyc ponizej). Zaangazowania w gre - nawalanke -  nie brakowala nikomu - pierogi przysluzyly sie w walce z przeciwnikiem...

Sean


Carlos


Jeff


mnie brak bo ktos musial robic zdjecia....


Link 22.11.2006 :: 07:02 Komentuj (9)
Ok. Wyglada na to, ze moje zycie normalnieje. Mam prace, mam komorke, dzisiaj doczekalam sie niezaleznego srodka transportu - rower  i niezaleznego miejsca do zycia - mieszkanie. Oczywiscie domem tego nie nazwe ("Dom jest tam gdzie Twoje serce" ktos fajnie wymyslil), ale mam swoj pokoj. Mieszkanko 2 sypialniane jest sympatyczne, dziele je z vietnamskim chopakiem - studentem. Czysciutko (czyli mam gdzie nasyfic), pachnaco i przytulnie (tzn duzo miekkiej wykladziny na podlodze). Moge usiasc i pomyslec......ale chyba mi sie niechce. Foty dorzuce, ale na razie jest ciemno i nie wiele widac/

Zbliza sie swieto dziekczynienia. A poniewaz u nas jest troche miedzynarodowo, tylko trzy osob bede naprawde swietowac. Reszta spotka sie w pracy. Postanowilam z tej okazji zaopatrzyc sie w jedynym sklepie w LA z polska zywnoscia w pierogi i poczestowac ziomali montazystow. Rosolu raczej nie ugotuje (a chcialabym zrobic taki jak moja mam, albo babcia), ale mysle, ze i tak bedzie fajnie.

W sobote, w czasie mojego wypadu do kina w Santa Monica ("Czesc, jak sie masz? Nazywam sie Borat"), zaczepil mne koles na ulicy. Zaproponowal mi darmowe strzyzenie w Akademii Vidal Sassoon. Ja sie oczywiscie zgodzilam i dzisiaj zasiadlam jako model na krzesle, przed studentami. Bylo fajnie, w sumie wiele nie zrobil, ale mam odswiezona fryzure i to za free.

Ale wydarzen w jeden dzien...ufff


Link 19.11.2006 :: 07:50 Komentuj (1)
Na poczatku chce wszystkich bardzo goraco pozdrowic (goraco, bo z kaliforni..;)). Teskni mi sie bardzo, ale jeszcze sie nie rozklejam.Wczoraj troche sie integrowalismy z kolegami montazystami - w tradycyjny polski sposob.... Nawet mnie dzisiaj nie bolala glowa, wiec postanowilam pojechc do Downtown (oj przepraszam,  do centrum). Wedlug planu podrozy mialam pojechac do Santa Monica autobusem 1, i tam sie przesiasc w 10. Ale oczywiscie zmienilam plan i wsiadlam w pierwszy lepszy autobus z napisem "Downtown LA". Roznica byla taka, ze zamiast dojechac autostrada w 20 minut, tluklam sie przez wszystkie mozliwe dzielnice 50 min. I tak na poczatku byla Santa Monica, pozniej BeverlyHills, BelAir, West Hollywood, KoreanTown i w koncu Downtown. Ciesze sie bardzo, ze jednak wsiadlam w ten autobus, bo moglam obserwowac, jak zniemia sie architektura miasta. Jesli ktorys film najlepiej oddaje klimat centrum to jest to chyba moja ulubiona "Goraczka". Downtown jest poprostu...samotne



Wycieczke zaczelam od Broadway. Kiedys byly tu najlepsze teatry i kina., ale lata swietnosci ta ulica ma juz dawno za soba. Teraz we wnetrzach teatrow mieszcz sie  sklepy z bardzo tanai odzieza i butami prowadzona przez gringos. Upadek totalny. Najbardziej mi bylo szkoda  Roxie Theatre i  Los Angeles Theatre (ktory zbudowano specjanie na premiere "Swiatel wielkiego miasta" Chaplina)





Na tej samej ulicy znajduje sie tez The Million Dollar Theatre znany np. z "Blade Runnera". Ten budynek jest na szczescie w bardzo dobrym stanie i mozna podziwiac ciekawe zdobienia fasady...





Idac Broadway spotkalam trzy ekipy realizacyjne (trudno powiedziec, czy serial czy fabula, bo sprzetu mnostwo). Nie mialam watpliosci, w jakim miescie mieszkam. Tu akurat cos krecili na ostatnim pietrze.



Na Broadway mozna tez powidziac malarstwo scienne - wielkoformatowe...



Dokladne centrum miasta to skrzyzowanie Main Street i Pierwszej. Stoi tam rowniez znak ktory informuje, jak daleko jest od innych miescin na swiecie...



Idac na polnoc spotykamy City Hall...oj przepraszam, Ratusz (czlowieka troche nie ma w Polsce i nabiera zlych nawykow;))




A to ja, jakby ktos byl ciekaw



Idac z City Hall znow na polnoc dociera sie do najstarszej czesci miasta - Olvera Street. Znajduja sie na niej najsarsze budynki w miascie. Jest to rowniez miejsce krzewienia wiedzy o spolecznosci meksykanskiej (tzn. odbywaja sie koncerty kapel, sprzedaz pamiatek itp.)



Kolejnym przystaniem w wyciecze bylo Union Station. Stajca kolejowa, ktora takze grala w niezliczonej ilosci filmow (Tajemnice LA). Zastanawiajace, ze w hollu stacji - miejscu uzytecznosci publicznej - stoja fotele i kanapy, jak gdyby nigdy nic





C.d.:
Architektura sakralna w Los Angeles tez jest monumantalna. Oto kosciol (a raczej wejscie do niego). Budynek byl za duzy i nie miescil mi sie w kadrze.




W Los Angeles postac Walt Disneya jest kultywowana na kilka sposobow. Jednym z nich jest Walt Disney Concert Hall. Na prozno tam szukac Myszka Miki, czy Kaczora Donalda. W tym budynku miesci sie filharmonia kalifornijska. Chcialam wejsc do srodka - bo podobno jest rownie fascynujace - ale odbywal sie akurat koncert, wiec musialabym kupic bilet... odpuscilam sobie.



Jak widac na zdjeciach, powoli robilo sie ciemno, wiec wracalam. Tym razem idac Grand Avenue, ktora troche przypomina centrum finansowe. Po drodze znow mijalam kilka planow filmowych, ale glupio mi bylo robic zdjecia, bo przeciez nie jestem "jakims tam turystom".  Ale jedno cyknelam, ja wlasnie ekipa szykowala sie do zdjec we wnetrzu radiowozu. Oczywiscie auto na lawecie, ale to co mialo po dolaczane z boku to glowa boli...Wiem na zdjeciu troche malo widac...



A to juz zupelnie nocne zdjecia. Dwie wieze w LA.



Na przestanku czekalam ok 30 minut na bus, ktory mnie zabierze z powrotem do Venice, tym razem jechalam faktycznie autostrada - i dobrze, bo bylo bardzo szybko. Kiedy wysiadlam w Santa Monica, zastala mnie dziwna pogoda. Cofajnace sie chmury z oceanu, powoduja, ze widocznosc jest naprawde kiepska i ma sie wrazenie, ze mrzy. Pachnie tez oceanem.
 

Po drodze zajrzalam jeszcze do pracy - chopaki dzielnie walczyli jeszcze z nowym teledyskiem Jaya-Z. Na tym zakonczylam swoja wycieczke. Poszlam spac i obudzilam sie 11 godzin pozniej. Chyba naprawde dalam sobie w kosc...


Link 12.11.2006 :: 00:44 Komentuj (4)
Ok. Dzisiaj rano spakowalam plecak i przeszlam sie po okolicy. Mam wrazenie, ze Amerykanie cierpia na pewien rodzja rozdwojenia jazni. Poniewaz kultura narodu siega tylko kilkuset lat, zapozyczaja wszystko od wszystkich. W jedej dzielnicy mozna spotkac stojace obok siebie postmodernizmy, victorianskie, przemyslowe i rozne inne, dziwne domy. Oto kilka przykladow:












Ogolnie Venice tak wlasnie wyglada, pelne cafejek, malych butkiow, ekskluzywnych sklepikow, oryginalnych domostw. A na koniec, zeby nie bylo, ze udaje ze jestem w LA, a zdjecia sa rzekomo z internetu:



Fakt, pogoda dzisiaj nie byla najlepsza - troche chmur i 20 stopni.... I cos dla ziomali montazystow. Chyba zawsze nam sie wydawalo, ze wszystkie teledyski z usa sa tak zajeb... pokolorowane... bzdura, one takie juz przychodza na offline. Poniewaz wszystke sa robione na 35 mm, w czasie transferu tak je zabarwiaja. Oto przyklad - nowy teledysk Mary J Blige i Lucradisa w offline:







Link 09.11.2006 :: 03:23 Komentuj (2)
Wpadlam w czarna dziure, ale juz sie z niej uwolnilam...Wlasciwie to przesiadlam sie z samolotu lecacego do Moskwy i wsiadlam do lecacego do Los Angilis. Zdarzylam jeszcze wypakowac cieple ciuchy, zostawilam sobie klapki i stroj kapielowy No i jestem ...




Kiedy wieczorem  jechalam do hotelu, mijalam wielu bezdomnych, wszedzie troche brudnawo, szczerze troche zwatpilam, co do okolicy w ktorej przyjdzie mi jeszcze posiedziec. Ale kiedy rano wstalam i zobaczylam to... zakochalam sie...





Rano wszystko wygladalo calkiem inaczej, poranny surfing jest tu chyba w modzie, bo mnostwo ludzi o 9.00 zamiast jechac do pracy idzie sie troche rozerwac





W LA jest teraz 29 stopni w dzien... klapki sa bardzo na miejscu, zaluje, ze nie umiem (jeszcze) surfowac, bo tez bym tak zaczela dzien... O 9.00 poszlam do nowego miejsca pracy. I znow sie milo zaskoczylam. Sam budynek moze nie jest duzy (z zewnatrz), ale w srodku miejsca dla montazystow w brud.





Pokoi montazowych jest 9, kazdy z klima, oknem od sufitu po podloge, balkonem, sofa i XBOXem. Chopaki jak widze, na kazdym kontynecie maja ten sam zwyczaj - po pracy - punkt 18.00 podlaczeni w sieci graja Halo (czy cos takiego). Na montazach kroluje Avid (wersja mac i pc) w roznych odmianach Xpress, MediaComposer i DS. Jest jeszcze dzwiekownia z Protoolsem...




I moje ulubione miejsce - kuchnia (zrobiona na patio), z lodowka zapleniona po brzegi napojami wszelkiej masci (bezalkoholowymi) ogolnodostepnymi...



No, ale koncze, bo musze kupic sobie jeszcze suszarke i komorke. Nie usmiecha mi sie rachunek z orange, ktory przyjdzie za miesiac... Pozdrawiam wszystkich serdecznie.pa pa








O MNIE

ZOSTAW ŚLAD
[Księga gości]


KATEGORIE
New York(4)
Wroclaw(4)
Los Angeles(12)
Moscow(29)


ARCHIWUM
2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik


LINKI
The Memories of Rooms
AgMac\'s Party


Design by
McKarla



My status


Ratujmy Darfur!



Najlepsze Blogi